Strona główna KMF Film.org.pl Forum KMF Film.org.pl Strona Główna
FAQ  REGULAMIN FORUM KMF  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Otwarty przez: Snuffer
Pią Lip 17, 2009 11:15
Public Enemies (Michael Mann, 2009)
Autor Wiadomość
massif


Posty: 1155
Wysłany: Pią Lip 03, 2009 20:48   Public Enemies (Michael Mann, 2009)




Byłem na przedpremierze w środę. Do filmu podszedłem niemal neutralnie, nie miałem wielkich nadziei, ale przyznam że trochę mnie zniechęcił fakt użycia cyfrowej kamery. I nie dlatego, że mam coś przeciwko takiemu stylowi, ale dlatego że miałem wątpliwość czy będzie on pasował do 1930s. Nie pasował. Przez niemal całą ciągłość filmu musiałem przekonywać siebie, aby tą Mannowską fanaberię tolerować i odsuwać na bok, aby nie zepsuła reszty. Nie jest jednak tragicznie, a jedynie źle. Miejscami miałem wrażenie, że oglądam film telewizyjny, a w połączeniu z nieco banalną i prostą historią, której jesteśmy świadkami przez jakieś 2/3 filmu, zacząłem odczuwać zniechęcenie. Całe szczęście film się w końcu rozkręca, a postacie przestają być papierowe. Na mój gust dzieje się to jednak trochę zbyt późno. Przed obejrzeniem 'Public Enemies' miałem też małe wątpliwości odnośnie obsady w postaci Bale'a i Deppa. Pierwszego z powodu utraty mojego zaufania, poprzez raczej mizerne role w Batmanach i T: Salvation, drugiego z powodu 'syndromu Deppa'. O czym mówię? Otóż nieważne w jaką rolę ten aktor wchodzi, niemal zawsze na chwilę przedostaje się na zewnątrz ten sam, rozpoznawalny akcent w postaci spojrzenia czy uśmiechu, będący niemalże przebiciem czwartej ściany. Ja im poszło tym razem? Akceptowalnie. Bale dał radę, nie miał jednak dużo do zagrania. Małe 'ale' miałbym do jego akcentu, który brzmiał nieco sztucznie, a miejscami niemal 'po austriacku'. Depp wypadł lepiej niż się spodziewałem, ale nie na tyle dobrze by uwierzyć w autentyczność kreowanej postaci. Raziła nieco komputerowa krew w kilku scenach (jeśli nie była CGI to w takim razie na taką wyglądała, więc żadne to usprawiedliwienie). Zawiódł również montaż. W dwóch scenach, które miały być przedstawione jako ciągłe zauważyłem nagłe cięcia, wyglądało niczym na filmach amatorskich (może to projektor się zaciął? - wątpliwe). Kontunuując wyliczankę. Dźwięki wystrzałów zdecydowanie za głośne. Mogli to jednak trochę stonować, ale przypuszczam że wielu kinomaniaków uwielbia takie atrakcje. Czas chyba przejść do plusów. Bardzo dobra muzyka, budująca klimat, którego to jednak w filmie nie brakuje. Mimo wszystkich powyższych wad, całość broni się jako dobra rozrywka. Kilka scen jest nawet bardzo dobrych, znajdą się również emocje. Film to zrobiony poprawnie, ale potencjał jednak zmarnowany. Choć jestem pewien, że dam mu drugą szansę.
_________________
"It ain't over 'til it's over."
Ostatnio zmieniony przez Snuffer Nie Lip 05, 2009 23:49, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
 
Snuffer
Miss Avatara 2009


Moje kino: Scorsese, P.T. Anderson, Kevin Smith
Posty: 3796
Skąd: Kielce
Wysłany: Nie Lip 05, 2009 23:08   

Zamykam temat do 16 lipca, tutaj mają pojawiać się TYLKO posty z wrażeniami po filmie.
_________________
Seasons Don't Fear The Reaper!

I felt like putting a bullet between the eyes of every Panda that wouldn't screw to save its species.
I wanted to open the dump valves on oil tankers and smother all the French beaches I'd never see.
I wanted to breathe smoke.
 
 
 
Predator895


Posty: 2145
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 03:12   

Film jest genialny Heat , Zakładnik i Public Enemies to od tej pory moja święta trójca twórczości Manna. Christian Bale zagrał niesamowicie to jego najlepsza rola w karierze, ogólnie pełen zachwyt i spełnione oczekiwania . Więcej napisze jutro po drugim seansie bo ten niestety był z nieodpowiednia widownią ;/

9/10 ale jutro pewnie dam 10/10
_________________

Best of 2009:
1. The Road
2. Watchmen
3. Hurt Locker
4. International
5. Harry Brown
6. Public Enemies
 
 
Snappik


Posty: 2098
Skąd: Szczecin
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 16:13   

Film-KOZAK! Mannowi udała się rzecz niemożliwa. Zadowolił nie tylko publiczność nastawioną na czystą rozrywkę ("szczelaniny", okradanie banków), ale również tę chwytającą klimat lat 30 oraz miłośników technologii. Film poraża wizualnie i jestem gotów się założyć, że poza wielkim ekranem kina nie będzie robił już tak dobrego wrażenia (no chyba, że ktoś ma 60 calowy LCD). Co nie znaczy, że obraz jest dobry tylko w kinie. Jest arcygenialny, surowy w cholerę, ale niesamowicie wciągający. Ani razu nie sprawdzałem która godzina. Bite 130 minut wpatrywania się w wciągającą historię. Zwiastuny nie zadowalały, ale film już mnie zgniótł, przemielił i wypluł abym mógł go jeszcze obejrzeć do końca. Aktorstwo świetne, nienachalne. Depp nie robi z siebie głupka jak w Piratach, jest gangsterem pierwszej klasy. Dorównuje mu Bale, który jako Purvis nie może sobie pozwalać na śpiewanie w samochodzie, ale kiedy na ekranie dzieją się rzeczy straszne jego oczy wyrażają wszystko. A na dodatek piękna Cottilard. Miejscami głupiutka, ale kiedy ma coś zagrać robi to świetnie.

Czy PE ma błędy? Ma. Dwa drobne:
- trochę przesłodzony wątek miłosny (ile razy Depp musiał powatrzać lasce, że zawiezie ją tam gdzie ona chce?)
- mimo wszystko zabrakło jakiejś genialnej sekwencji okradania banku. Są tylko bardzo dobre :)

A tak w ogóle PE posiada mnóstwo czadowych scen, pięknie skomponowanych, uwypuklających detale, twarze postaci... Można wymieniać i wymieniać. Boję się nazwać tego najlepszym obrazem Manna (bo to czyste subiektywne zdanie). Ale bez wątpienia jest to najlepszy film jaki widziałem w tym roku.

Jeszcz jedna rzecz:

Spoiler:

Śmierć Dillingera to jedna z najlepszych scen w ostatnich latach. Kamera skierowana na twarz Deppa, ale ukazująca również posuwającego się szybkim krokiem agenta przyprawia o dreszcze.



10/10
_________________
Oświadczenie: Six Feet Under jest najlepszym serialem jaki widziałem.
 
 
Negrin


Posty: 3462
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 18:02   

Krótko: jak zwykle u Manna dobry film, jak zwykle nierówny, jak zwykle dużo gorszy na początku niż na końcu, jak zwykle lepszy po seansie niż w trakcie, jak zwykle świetnie zrealizowany i obfitujący w zapadające w pamięć sceny, jak zwykle te same Mannowskie tropy. Jak nigdy dotąd nie rozumiem, po co Mannowi ta cyfra (która sprawiła, że jak nigdy dotąd na seansie bolała mnie głowa) do pokazania klasycznej jak nigdy dotąd gangsterskiej historii, jak nigdy dotąd na filmie Manna w finale się wzruszyłem, jak nigdy dotąd tylko jedno brzydkie słowo, jak nigdy dotąd bijący po oczach finałowy strzał w stylu "Watchmenów", jak nigdy dotąd zobaczyłem film Manna w kinie i jak nigdy dotąd czekam, żeby zobaczyć go na mniejszym ekranie, bo tam będzie się nań lepiej patrzeć. 4/6
_________________
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
 
 
 
Huntersky


Posty: 95
Skąd: Dąbrowa Górnicza
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 18:42   

Pierwsza połowa filmu jest...przeciętna. Ktoś rabuje banki, ktoś poluje na gangsterów, ktoś do kogoś strzeli, ale nie ma w tym wszystkim emocji. Porównałbym to do Miami Vice (które widziałem jeden raz, więc to wszystko wyjaśnia :) ). Za to druga połowa... Powiem tak: dawno żaden film mnie tak nie zaagażował, jak druga połowa Public Enemies. Od kiedy Hoover rozkazuje ,,zdjąć białe rękawiczki" akcja nabiera tempa, pojawiają się szokujące tortury g-menów, fantastyczne strzelaniny, emocje! A punktem szczytowym jest końcówka. Kto widział, ten wie. Kiedy pojawiły się napisy, ludzie na sali siedzieli jeszcze chwilę w ciszy.
Podabało mi przedstawienie policji jako tych złych, którzy za wszelką cenę, w myśl zasady, że cel uświeca środki próbuje dorwać szlachetnych gangsterów.
Cyfra w ogóle mi nie przeszkadzała. Prawdę mówiąc myślałem, że będzie jej więcej.
Podsumowując: obejrzałem świetny film.
9/10, ale ocena może się zmienić, bo za jakiś czas na pewno pójdę na drugi seans.
_________________
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford
 
 
 
Snuffer
Miss Avatara 2009


Moje kino: Scorsese, P.T. Anderson, Kevin Smith
Posty: 3796
Skąd: Kielce
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 19:07   

Jestem zadowolony. I to bardzo. Mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć że lepiej nakręconych strzelanin nie widziałem od bardzo dawna, a może i nigdy.
Aktorstwo - klasa. Bale, jak Mental przewidział ma kij głęboko w dupie, ale jak to jest zagrane! Co do Deppa, trudno mi się cokolwiek wypowiedzieć bo facet zagrał rolę życia tutaj. Dalszy plan - serialowe znakomitości, Lisa z SFU pojawiła się na moment a w tle mignęła Claire z Lost.
Trudno mi się wypowiedzieć z sensem 20 minut po seansie - film jest doskonale sfotografowany, ma doskonałą obsadę i taki sam scenariusz. Scena zabójstwa wiadomo kogo jest idealna - te spojrzenia, to napięcie!
10/10 aż do następnego seansu.
_________________
Seasons Don't Fear The Reaper!

I felt like putting a bullet between the eyes of every Panda that wouldn't screw to save its species.
I wanted to open the dump valves on oil tankers and smother all the French beaches I'd never see.
I wanted to breathe smoke.
 
 
 
simek


Moje kino: Kubrick, Mann, P.T Anderson
Posty: 2462
Skąd: Myślenice
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 19:50   

Troche spoilerów, kto nie widział niech nie czyta, opinia pozytywna jak najbardziej:P


Spodziewałem się jakiegoś super genialnego filmu i troszeczke się zawiodłem, jest tylko po prostu genialnie :P Po kolei: Bale kapitalny(najbardziej utkwiła mi w pamięci jego króciutka odprawa przed szturmem na chatkę w lesie - tak przekonywująco zagranego zdenerwowania, strachu i ogólnego braku doświadczenia w życiu nie widziałem), najlepsza jego kreacja z dotychczasowych(nie widziałem Harsh Time), Depp też sam miodzik(scena gdy tak troche płacze w samochodzie jest niesamowita), nie widać Deppa z innych filmów, czasami zapomianłem że to on. Warto wspomnieć jeszcze o Johnym Oritzu, scena gdy odmawia jakiegokolwiek posłuszeństwa Dillingerowie to prawdziwy popis aktorskich umiejętności. Zdjęcia - widać że Mann i Spinotti mają głowy na karku, pomysł na kręcenie i oryginalny styl(brak ostrości na głównych postaciach danej sceny, niedoświetlenie tych postaci, filmowanie ich od tyłu, wszystko to co w MV do kwadratu), podczas strzelanin i dynamiczniejszych scen czułem się jakbym to ja celował z Thompsona i oglądałem się czy przypadkiem poszycie siedzenia obok nie jest obdarte od strzałów; cyfra? Nie wiem w jakim kinie oglądaliście, ja w Cinema-city i obraz wyglądał tak jak na większości zwykłych filmów, raptem po paru scenach dawało siępoznać, że co cyfrówka. pewnie jak zobaczę na BD to będę mógł coś więcej o tym powiedzieć. Udźwiękowienie NAJLEPSZE jakie kiedykolwiek słyszałem, nie wiedziałem w ktorą stronę spierniczać jak oddawane były strzały, dialogi brzmiały dziwnie, ale to chyba wina kina, bo raz były straszliwie ciche a potem głośne jak pistolety. Ogólnie wszystko jest perfekcyjne, ale nie podobał mi się scenariusz, jak dla mnie im później tym gorzej, liczyłem na większą rolę Cotillard, a ta sprowadza się do tego, że raz Dillinger ją zostawia bo go łapią, potem łapią ją, ona go wcale nie zdradza i siedzi potulnie w więzieniu do końca filmu, myślałem że Billie będzie miała duży wpływ na Johnego a tu dupcia, gdyby nie ona to film toczyłby się prawie tak samo. O ile podoba mi się sam sposób narracji(bardzo podobny do MV) to cała historia mnie nic a nic nie ruszyła, gdyby nie dobra gra aktorska to w ogóle bym się nie przejmował czy go złapią albo zabiją. Ogólnie film jest świetny, najprawdopodobniej najlepszy w tym roku, chętnie zobaczyłbym go jeszcze raz w kinie aby rozkoszować się niektórymi kosmicznymi ujęciami - Homer(chyba, nie zapamiętałem dokładnie chłopaków z bandy Dillingera) stojący za drzewem w zamglonym lesie, albo Purvis wyskakujący w slo-mo z samochodu, albo scena z lotniska z flarą - normalnie wydrukować i na ściane aby codziennie podziwiać, może też bardziej podeszłaby mi fabuła, póki co 9/10, bo ja nienawidzę jak film nie angażuje i nie wciaga.


P.S Mam takie dziwne spostrzeżenia/skojarzenia. Chodzi o Fincherowskiego Zodiaca, tam każdy mógł poczuć jaką trudną robotę mają naprawde detektywi - mnóstwo fałszywych tropów, miesiące bezczynności w czekaniu na jakiś ślad i ogólna walka z wiatrakami. PE przedstawia sytuację po drugiej stronie barykady(oczywiście jeżeli za seryjnych zabójców podstawimy gangsterów) i pokazuje jak ciężko było wielkim złoczyńcą - niby pewni siebie, korzystający z życia jak nikt, ale okupione to było ciągłym strache, dzisiaj siedzisz w ekskluzywnym lokalu z pięknymi kobietami, mieszkasz w super willi, jednak nie możesz nawet rozpakować walizek, bo wiesz, że będziesz musiał wiać, twoi kumple mogą w każdej chwili zginąć i będziesz musiał szukać do brygady pierwszych lepszych osób z którymi nie będziesz się zupełnie zgadzał, Dillinger ma w tym filmie przekichane.

I jeszcze tak na koniec. Jakim cudem Dillinger zdołał cokolwiek powiedzieć po dostaniu kulki w czaszkę? Pozatym usłyszał tam ktoś coś w stylu tego co agent powiedział potem w więzieniu Billie?
_________________
Godfather Part II | The Insider | Barry Lyndon | Once upon a time in the west | Apocalypse Now | Magnolia | Children of Men | There will be blood | Fitzcarraldo | Seven
 
 
 
Snuffer
Miss Avatara 2009


Moje kino: Scorsese, P.T. Anderson, Kevin Smith
Posty: 3796
Skąd: Kielce
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 19:55   

Cytat:
Pozatym usłyszał tam ktoś coś w stylu tego co agent powiedział potem w więzieniu Billie?


No właśnie - nie.
_________________
Seasons Don't Fear The Reaper!

I felt like putting a bullet between the eyes of every Panda that wouldn't screw to save its species.
I wanted to open the dump valves on oil tankers and smother all the French beaches I'd never see.
I wanted to breathe smoke.
 
 
 
Snappik


Posty: 2098
Skąd: Szczecin
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 20:10   

Dillinger nie dostał w czachę tylko w tors, a druga kula bodajże musnęła mu ucho. Chyba że się mylę.

PE ma tyle świetnych ujęć że nie starczy miejsca na ich wypisanie. Ot choćby już na początku kiedy strażnik otwiera drzwi zakładu, a przez okienko widać skutego Dillingera jak się zbliża. Strzelaniny (zwłaszcza ta w domku na skraju lasu) to prawdziwa esencja, cud, miód, malina.
_________________
Oświadczenie: Six Feet Under jest najlepszym serialem jaki widziałem.
 
 
Snuffer
Miss Avatara 2009


Moje kino: Scorsese, P.T. Anderson, Kevin Smith
Posty: 3796
Skąd: Kielce
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 20:20   

Cytat:
****** nie dostał w czachę tylko w tors, a druga kula bodajże musnęła mu ucho. Chyba że się mylę.


Druga kula wyszła mu obok nosa.
_________________
Seasons Don't Fear The Reaper!

I felt like putting a bullet between the eyes of every Panda that wouldn't screw to save its species.
I wanted to open the dump valves on oil tankers and smother all the French beaches I'd never see.
I wanted to breathe smoke.
 
 
 
Crov


Posty: 4164
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 20:30   

Nie wiem czy ma sens oznaczanie spoilerów - dzisiaj i tak Dillinger jest już martwy. ;)
_________________
I was over in Australia and everyone's like "Are you proud to be an American?" And I was like, "Um, I don't know, I didn't have a lot to do with it. You know, my parents fucked there, that's about all."- Bill Hicks
Avalonian - cotygodniowy humor w postaci komiksowego paska!
 
 
Hannibal


Posty: 1306
Skąd: z całej Polski
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 20:32   

Jestem wniebowzięty. Na wstępie już powiem że na dzień dzisiejszy PE ląduje na liście Manna z numerem drugim!
W tym roku tylko 2 filmy które obejrzałem zrobiły na mnie takie wrażenie: Wielki Błękit i Gran Torino.
Dla Deppa to życiowa rola i najlepszy film w jakim kiedykolwiek zagrał i zagra. Jego Dillinger jest smerfastyczny! Bale również daje radę, stworzył tu świetną postać. Purvis to zawodowiec z poczuciem obowiązku, za wszelką cenę chce wywiązać się z powierzonych zadań.
Nie ma tu takiego pojedynku charakterów jak w Gorączce, ale też bohaterowie nie są tak wnikliwie przedstawieni. O życiu prywatnym Purvisa to właściwie nic nie wiemy, wydaje się że to zwykły służbista urzędas, ale nie zapomniano pokazać że to również człowiek. Akcja w większości skupia się na pracy bohaterów więc ich aż tak dobrze nie poznajemy.

Film jest zajebiście realistyczny, szczególnie podczas strzelanin, czuje się te przelatujące kule. Nie ma tu takiej jednej wypasionej naparzanki jak w Gorączce ale tych kilka które tu zaprezentowane są bardzo wysokokaloryczne.
Jest tu cała masa pamiętnych scen, niby takie pojedyncze pierdółki ale szybko zapadają w pamięć. np:
Spoiler:

Purvis ściga między drzewami jednego bandytę, przymierza i jeb w plecy, a z przodu wylatuje jucha, w tle Ten Million Slaves, czysta poezja. To samo mogę powiedzieć o scenie śmierci Dillingera - pieprzona poezja



Przez mniej więcej połowę filmu poważnie się zastanawiałem nad tym żeby zostać na drugi seans, ale w końcu stwierdziłem że to by była zbyt duża dawka wrażeń i emocji jak na jeden dzień.

Podsumowując, Public Enemies to:
- prawdopodobnie najlepszy film roku (jedynie Avatar może go pobić)
- drugi na liście filmów Manna
- jeden z najlepszych filmów XXI wieku
- najlepszy film sensacyjny od 1995 roku

Jak dla mnie bardzo wzruszający i poruszający film, gdy w wiadomej scenie bohaterka zaczęła płakać to mnie też niewiele brakowało.
Tak jak już pisałem, w ostatnim czasie jedynie Wielki Błękit i Gran Torino tak mnie poruszyły.

[ Dodano: Pią Lip 17, 2009 20:36 ]
Jeszcze taka sprawa, nie przypominam sobie bym słyszał w filmie znaną ze zwiastuna kwestię: John Dillinger has given us second chance to get John Dillinger.
 
 
 
Snappik


Posty: 2098
Skąd: Szczecin
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 20:37   

Tak, egzekucja Pretty Boy Floyda jest megazajebista! Dodam jeszcze scenkę "ze strzykawką" :)

Kuźwa.. arcydzieło?
_________________
Oświadczenie: Six Feet Under jest najlepszym serialem jaki widziałem.
 
 
Snuffer
Miss Avatara 2009


Moje kino: Scorsese, P.T. Anderson, Kevin Smith
Posty: 3796
Skąd: Kielce
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 20:40   

Cholera jasna, tak!
Powiem szczerze - dla mnie strzelanina w lesie przebija tą z Gorączki, a Cottilard przebija Judd - oceniać Bale'a w porównaniu z Pacino się nie odważę - zresztą to inne role, O Hannie wiemy dużo, o Purvisie prawie nic. Zauważyliście że Depp mówi to samo co De Niro podczas napadu na bank?
_________________
Seasons Don't Fear The Reaper!

I felt like putting a bullet between the eyes of every Panda that wouldn't screw to save its species.
I wanted to open the dump valves on oil tankers and smother all the French beaches I'd never see.
I wanted to breathe smoke.
 
 
 
Hannibal


Posty: 1306
Skąd: z całej Polski
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 20:45   

No właśnie podczas seansu stwierdziłem że Mann musiał być tą historią zafascynowany już od dawna, prócz motywu z banku; Proszę to zabrać, kradniemy pieniądze banku, nie pana, jest jeszcze motyw nieposłusznego i nie pasującego do grupy bandyty, w Gorączce był Waingro czepiający się ochroniarzy i dostający za to wpierdol, a tutaj jeden gość uczepił się niepotrzebnie strażnika, powodując przy tym śmierć członka grupy, skończył oczywiście podobnie jak Waingro.
 
 
 
Negrin


Posty: 3462
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 20:53   

A wydawałoby się, że nieposłuszny członek gangu to klasyczny filmowy motyw.
_________________
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
 
 
 
Huntersky


Posty: 95
Skąd: Dąbrowa Górnicza
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 22:15   

A właśnie! Nie wiem jakim cudem o tym zapomniałem, ale pod sam koniec również o mało co się nie poryczałem.
Poza tym muzyka była naprawdę świetna. Oprócz klasyki, czyli Ten Milion Slaves, w ucho mi wpadł jeden spokojny motyw. A pomyśleć, że underscore mnie nudzi :P
_________________
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford
 
 
 
Negrin


Posty: 3462
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 22:23   

Jeśli chodzi o wzruszające motywy, ja ze wszystkich w filmie głosuje na
Spoiler:

śmierć Reda, pokazaną tak, by odzwierciedlała to, co Dillinger mówił Purvisowi zza kratek.

_________________
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
 
 
 
Mental


Moje kino: Mann & Eastwood
Posty: 13320
Skąd: Poznań
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 22:25   

trochę opinii się już uzbierało. ok, moja kolei.

na wrogów publicznych szedłem jak na film Manna + ambitne kino rozrywkowe. rozrywki nie zaznałem (inaczej: nie czuje się "rozerwany" po seansie). zamiast tego złapałem coś w rodzaju doliny. sekwencje strzelane okazały się nieistotne. generalnie po raz pierwszy odniosłem wrażenie, że Mann nakręcił sceny akcji jakby z konieczności. jasne, były momentami znakomite, ale kurde na maxa podrzędne wobec całej reszty. pełniły rolę służebną i gdyby w PE nie było strzelania, to... nawet bym tego nie zauważył.

oto co czuje na świeżo:

1. wrogowie publiczni to najbardziej nieamerykański film z ameryki, jaki kiedykolwiek oglądałem (historia klasycznie hollywoodzka, ale w środku dzieją się sprawy, które z hollywoodem nie mają nic wspólnego);
2. motyw spaceru po komisariacie uważam za najlepszą rzecz, jaką Mann wymyślił/nakręcił. w całym swoim życiu. jest to oczywiście czysta fikcja. dillinger nigdy nie wszedł do żadnego komisariatu;
3. scena więzienna (absolutnie finałowa), kiedy langella (boże, co za koleś!) zdradził ostatnie słowa dillingera, była tak mocna, że nigdy o niej nie zapomnę;
4. scena po torturach jak bale niesie kobiete i widać plamy moczu na spódnicy - to samo;
5. scena, o której wspomniał negrin w spojlerze - j/w.

powtórzę: na ten moment mam doła. wpędził mnie weń film o amerykańskiej ikonie popkultury, która z uśmiechem na ustach ruchała system. czuje się dziwnie, bo nie spodziewałem się czegoś takiego. aha, depp był... kurde, jaki on był? nie umiem tańczyć.

[ Dodano: Pią Lip 17, 2009 23:46 ]
Snappik napisał/a:
Tak, egzekucja Pretty Boy Floyda jest megazajebista!


zauważyliście, jak facio wypuszcza ostatnie tchnienie? jak wydmuchuje po raz ostatni w swoim życiu obłoczek pary z ust? ten sam obłoczek rozmywa się potem na wietrze, podobnie jak dym unoszący się z rozgrzej lufy jego karabinu.

[ Dodano: Pią Lip 17, 2009 23:54 ]
Huntersky napisał/a:
Pierwsza połowa filmu jest...przeciętna.


ja przez początkowe 20 minut miałem w ogóle problem z oglądaniem tego filmu. bynajmniej nie z powodu hd, ale ze względu na sposób sklejania ze sobą scen. przejście ze sceny domowej do napadu na bank tak ostro zaburzyło u mnie recepcję, że przez chwile nie wiedziałem, o co biega. to był chyba najdziwniejszy moment w trakcie seansu. wkrótce się jednak okazało, że Mann postanowił wszystkie napady "powsadzać" do historii z identyczną nonszalancją. jak mówie, sceny akcji w PE to sprawa drugorzędna.
 
 
Predator895


Posty: 2145
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 23:07   

Powiem tak ten obraz to mega poezja dla oczu. Początkowe sceny z napisami wprowadzającymi, marsz skazańców w jakości HD. Zero komentarza, surowe czasy i obsada masakrycznie mną wstrząsnęła. Cała ekipa Dillingera, łącznie z jego prawą ręką przeczuwającą upadek ekipy po prostu cud miód. Końcowe sceny z wizytą Dillingera w komisariacie i podsumowanie jego całego życie prostym czarno białym filmem gangsterskim porostu nie wymagają jakichkolwiek komentarzy. Film zyskał na miano najlepszego w 2009 roku , tu nie chodziło o pokazywanie napadów tylko o upadek i powolne umieranie Dillingera który do końca swoich dni był o krok lepszy od ludzi którzy go ścigali.
_________________

Best of 2009:
1. The Road
2. Watchmen
3. Hurt Locker
4. International
5. Harry Brown
6. Public Enemies
 
 
Mental


Moje kino: Mann & Eastwood
Posty: 13320
Skąd: Poznań
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 23:27   

simek napisał/a:
PE pokazuje jak ciężko było wielkim złoczyńcą


kapitalne spostrzeżenie. właśnie dotknąłeś jednego z najbardziej oryginalnych aspektów wrogów publicznych. po takim ojcu chrzestnym, scarface czy innych filmach człowiek ma ochotę zasiąść na tronie i rządzić miastem, a tutaj nędza, brak kasy, kompani ubywają w zastraszającym tempie, z ukochaną kobietą spędzasz noc siedząc na piasku gdzieś na jakimś zadupiu, na niebie nie ma gwiazd, zero wożenia się limuzynami, zero gangsterskiego lansu, kasy ciągle mało...

Negrin napisał/a:
jak zwykle lepszy po seansie niż w trakcie


a to chyba sobie zanotuje.
 
 
Snappik


Posty: 2098
Skąd: Szczecin
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 23:28   

8 godzin po seansie, a ja wciąż nie mogę się otrząsnąć z ładunku emocjonalnego jaki zapodał mi Mann. Jest sobie scena przesłuchania Billie, jakiś tłusty bydlak krzyczy jej prosto w oczy. Myślę sobie "Nie, ten kretyn nie posunie się dalej...". I po 5 sekundach wytrzeszczam oczy i czuję się zaszokowany. Szczęka zawisa i tak sobie siedzi. To samo mam z końcówką. Czegoś tak genialnego jeszcze nie widziałem. Zero dialogów, jedne spojrzenie Dillingera na film z Gable'm... Magia.

Komentarz Dillingera na widok Nittiego, jego krzywej grzywki i wąsików: Wygląda jak fryzjer.

Genialne!
_________________
Oświadczenie: Six Feet Under jest najlepszym serialem jaki widziałem.
 
 
Mental


Moje kino: Mann & Eastwood
Posty: 13320
Skąd: Poznań
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 23:32   

dialogi w PE to osobna sprawa. jeszcze bardziej wyposzczone niż w 'spartanie' czy 'miami vice'. taki przykład: ribisi mówi coś do dillingera, że skok ustawiony i czy chce wziąć udział, ten wypala: "ok".

najlepsza kwestia to oczywiście Lengella i tekst o Shirley Temple. prawie spadłem z fotela.
 
 
Solo


Posty: 3289
Wysłany: Pią Lip 17, 2009 23:40   

Wkleję to co niedługo pojawi się gdzie indziej (tekst jeszcze nie zredagowany, więc wybaczcie brak szlifów):

Kolejna opowieść o „dobrym – złym” bandycie tym razem trafiła w ręce uznanego i niezwykle sprawnego rzemieślnika- Michaela Manna. Historia gwałtownego życia i smutnej śmierci Johna Dillingera różni się od podobnych filmowych opowieści kalibrem postaci głównego antybohatera. Tytułowy wróg publiczny numer 1 w USA lat 30.był i jest dla Amerykanów postacią specjalną – mocno wyidealizowanym przestępcą romantycznym, rabującym banki będące w tamtych czasach (i paradoksalnie także dziś) symbolem chciwości i niesprawiedliwości kapitalizmu. Sęk w tym, że film Manna tę legendę utrwala.

Dillingera, na zdjęciach bardzo podobnego do Billy’ego Boba Thorntona, zagrał Johnny Depp, aktor z upodobaniem nasycający swoje postacie aurą wyobcowania i beznamiętności. Kreacja tytułowego bohatera nie powala na kolana, ale jest więcej niż solidna, bo niejednoznaczna, a to się liczy podwójnie.Główny bohater w ujęciu Deppa to miłośnik szybkiego życia i igrania z niebezpieczeństwem, który jednak skory jest do odsłaniania duszy romantyka i miłośnika pięknych kobiet. Problem w tym, że grając pospolitego, chociaż nieszablonowego bandytę, aktor bardziej skupia się na miłosnych relacjach z poderwaną w knajpie dziewczyną niż próbach uchwycenia charakteru ikony ludowego bohatera czasów końca Wielkiego Kryzysu. Z drugiej strony artystyczna wolność aktora pozwala mu zinterpretować swojego bohatera jak tylko chce, więc nie za bardzo można mieć tu o cokolwiek pretensje. Zbyt silne akcentowanie wątku romansowego spłyca historię i nadaje jej metaliczny posmak melodramatycznego kiczu, choć kiczem film się ani razu nie staje.

Zresztą w ogóle trudno narzekać na reżysera, bo Mann z roboty wywiązał się bardzo solidnie. „Wrogowie publiczni” to opowiedziana z werwą i „powerem” kryminalna historia policjantów ścigających złodziei, oparta o szablony gatunku, aczkolwiek chętnie z nich wyskakująca, gdy zachodzi taka potrzeba. Sceny pościgów, napadów na bank, ucieczek z więzienia i przeróżnych strzelanin są częste i widać, że reżyserowi sprawiało dużo przyjemności przerzucanie się ołowiem z prawej na lewą i z lewej na prawą. Techniczny perfekcjonizm całej ekipy (ach, ten dźwięk kul rozbijających ściany i drzewa…) podnosi poziom emocji, choć trzeba uczciwie przyznać, że z czasem sceny akcji stają się monotonne i mechanicznie powtarzają te same elementy i konstrukcje…

Sensacyjna akcja jest jednak głównie technicznym ozdobnikiem fabuły, opartej na pościgu rodzącego się FBI za najgroźniejszym bandziorem swoich czasów. Gdy pętla pogoni zaciska się, widz zaczyna coraz bardziej kibicować Dillingerowi, do czego zachęca go reżyser. Główny bohater filmu jest bowiem nie tylko przystojny, lecz także wyposażony w cały arsenał zgrabnych bon motów dowcipnie puentujących niektóre sceny. Inteligencja, czar i bawidamkowski charakter gangstera każą nam zapominać o jego przestępczej działalności. Mann niestety wpisuje się w poczet twórców kina, dla których wybielenie postaci groźnego gangstera nie stanowi żadnego problemu. Bohater „Wrogów publicznych” nie jest niewiniątkiem, ale już finał robi z niego klasyczną ofiarę. Może nie „systemu”, ale na pewno brutalnej policji, z zaciętością ściągającej po trupach swój cel numer jeden.

Filmowi na swój sposób szkodzi też paradokumentalna, nieco telewizyjna w charakterze forma, tak bardzo lubiana przez Manna, która w zderzeniu z klimatem lat 30. zdecydowanie stępia możliwości nasycenia się atmosferą epoki. Do tego dochodzi trochę dziwna wizja reżysera, który uparł się, aby amerykańska rzeczywistość tamtych lat sprawiała wrażenie polakierowanej pocztówki: ubrania bohaterów są czyste i nowe, samochody wypucowane na błysk, a kobiety zawsze nienagannie umalowane. Zderzenie takiej umowności prezentacji epoki z realistycznym sposobem filmowania sprawia wrażenie niestaranności. Z drugiej strony reporterski styl świetnie sprawdza się w scenach akcji, co należy docenić.

Największą zaletą „Wrogów publicznych” jest jednak aktorstwo, bo film po prostu nie ma słabych ról. Począwszy od „zdystansowanego od życia” Deppa, poprzez skupionego jako zmotywowany i zdeterminowany agent Bale’a, na trzecioplanowych rolach skończywszy, jest na kim zawiesić oko. Jednak wszystkim gwiazdorom i tak seans kradnie Billy Crudup jako dynamiczny i prący do przodu jak czołg szef FBI, J. Edgar Hoover. W ogóle można śmiało rzec, że plejada postaci dalszego planu jest tu bardziej interesująca niż główni bohaterowie gangsterskiego dramatu. To soczyste, przemyślane i robiące klimat osobowości, bez których nie byłoby filmu.

„Wrogowie publiczni” są jednak przede wszystkim opowieścią o tragicznym losie człowieka, któremu los poskąpił mądrości i roztropności, mimo że nie zbywało mu na inteligencji. Historia szaleńczego życia i powolnego upadku gangstera, który nie chciał zrezygnować, gdy był na to czas, przetykana jest co jakiś czas poetyckimi scenami łapiącymi za serce. Śmierć podążająca krok w krok za bohaterem (nienachalna scena agonii jednego z gangsterów, kiedy to widać jego ostatnie tchnienie w mroźnym powietrzu) staje się niemal namacalna w przepięknej, onirycznej scenie na posterunku policji, gdy Dillinger ogląda zdjęcia zmarłych kompanów, trafiając w finale na swoje. Przeczucie nadchodzącego końca wyparte jest jednak przez brawurę i ułańską fantazję gangstera, który nie umiał i nie chciał podporządkować się zmieniającym się czasom i nowym regułom gry, stając się niewygodnym nie tylko dla policji, ale także dla byłych kolegów po fachu. „Wrogowie publiczni” to także opowieść o braku umiejętności przystosowania w dzikim świecie amerykańskiej zbrodni, gdzie romantyczni i grający według swoistego kodeksu bohaterowie są eliminowani przez mafijne systemy skupione na maksymalizacji zysku. Czasami warto się tylko zastanowić, czy w tym świetle idealizowanie postaci gangstera ma w rzeczywistości sens. Ja po filmie Manna mam coraz większe wątpliwości.

6/10
Ostatnio zmieniony przez Solo Pon Lip 20, 2009 15:37, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template bLock v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne


Strona główna KMF Film.org.pl